Get Adobe Flash player

Wybrane strony przedwojennego tygodnika - As - Nr 4 z 23 stycznia 1938 r. / rok IV

Z pierwszych stron gazet

Z kraju i ze świata

Gwiazdy, Gwiazdozbiory

Moda, moda, moda...

W kl30 obiektywie

7 Dni Dobrej Gospodyni

Dzisiaj jest: 23 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Maria, Ildefons, Rajmund

Zobacz zdjęcia w Fotoplastykonie KL30

ITD - I TYLKO DOBRE

 As - Nr 4/1938 r./rok IV

 

Było... nie minęło...

  CP by casino

        Nawet, jeśli śnieg pokrył już ulice i drogi i dookoła jest biało i jasno, dni nasze jednak najczęściej idą przez szarość i ciemność. Nawet, jeśli zimowym porankiem na szybie malują się srebrne kwiaty, fantastyczne zioła, a na ramionach drzew za oknem osiada kryształowa rzeźba szronu, dni nasze nie mają zazwyczaj nic w sobie z tej bajki bieli i kryształu.

          No, bo i cóż – „szary człowiek” to przecież właśnie my. To 90 procent społeczeństwa, obojętnie gdzie rzuconego, na jaką pracę czy bezpracę. Dni nasze są monotonne, jednakie, są – jak my – szare, a jeśli rozjaśnia je jakiś promień czy błysk, to najczęściej ten, który sami w sobie krzeszemy dla naszych najbliższych.

      W codziennym kołowrocie pracy, w jednakim łańcuchu wydarzeń, biegnących zazwyczaj utartą koleiną, rzadko kiedy mamy sposobność zastanowienia się, pomyślenia, rozpamiętywania. I to, że na to nie mamy czasu – to właśnie nas ocala. Niemniej jednak, o ile sposobność na wolną dla myśli chwilę nadarzy się w jakiś dzień oczekiwany – lubimy pogrążać się w rozmyślaniach, a nade wszystko we wspomnieniach, nie baczni na to, że z krainy wspomnień częściej wraca się smutnym, niż radosnym, bo przecież wszystko, co minęło, jest piękniejsze, niż naprawdę było, a wszystkie te lata, które już odleciały w otchłań niepowracalności, należą z zasady do „dawnych, dobrych czasów”, nigdy – złych…

       Taka okazja do rozpamiętywania nasuwa się corocznie – właśnie w okresie świąt. Mimo tylu związanych z nimi kłopotów, pomimo ruchu w domu, przygotowań, zjazdu wszelkiej rodziny, gości – jednak zawsze znajdujemy taką chwilę, w której niepomni na dzień obecny, na jego troski ani uśmiechy, żeglujemy na błędnym jachcie wspomnień w ocean przeminionego czasu…

        Niewątpliwie do tej refleksyjności nastraja nas w ten dzień nastrój, który wszechwładnie dokoła panuje.

      Jest to nastrój świąteczny, pachnący, ciepły, nastrój choinki zielonej, która okrasza zapachem i barwą szary zazwyczaj pokój, nastrój radosnych uśmiechów dzieci, nastrój melodii prostych, naiwnych i słów jeszcze naiwniejszych – kolęd, jakże bliskich nam wszystkim, choć od ich treści odbiegliśmy na wichrze życia niepowrotnie.

A więc po prostu: nastrój dzieciństwa…

Dzieciństwo jest startem do życia.

Od startu zależy wszystko w życiu - a jeśli nie wszystko, to w każdym razie dużo, bardzo dużo…

      Dlatego wracamy myślą do tego naszego startu w życie i mimo woli uprzytamniamy sobie, jak startowaliśmy, a raczej jak nas wystartowano… I z biegiem lat nabierając mądrości życiowej i doświadczenia, oceniamy wciąż pod nowym kątem widzenia ten nasz start, to, co od nas odsuwa się coraz dalej z każdą chwilą i z każdą chwilą przez to nabiera coraz piękniejszego rumieńca, coraz żywszych barw…

       W dzień wigilijny dzieci kolędują przy choince i radośnie klaszczą w małe rączki na widok prezentów – darów od aniołka – a starsi – starsi patrzą na migocące światełka świeczek - i myślą wracają w dni, gdy i oni tak klaskali w ręce i tak cieszyli się, i tak wierzyli…

Wraca się wtedy w to, co przeminione i widzi się znów to, czego nie ma.

Twarze, które zniknęły.

Słowa, które przebrzmiały.

Uczucia, które wygasły.

Wracają wszystkie…

      Słyszymy te same kolędy, jak dzisiaj – ale brzmią one całkiem inaczej. Widzimy choinkę tak podobną do tamtej – a jednak to nie ona, to choinka całkiem inna. Ta jest z rynku, a tamta była z bajki…

I dzień jest taki sam i Wigilia i wszystkie rekwizyty te same - a jednak wszystko jest inne.

Widzimy nas samych, nasze dziecinne twarze, przypomniane ze spłowiałych fotografii – pod drzewkiem, w zachwycie, w zająknieniu, w słodkiej obawie, w radosnym spodziewaniu i słyszymy szmer skrzydeł anioła, który później już nigdy do nas nie przyleciał…

Odczuwamy słodycz legendy, którą nam dano w dzieciństwie – i tym silniej gorycz rozczarowania, którą przyniosło nam  potem życie.

     Oczyma  ponad latami obserwujemy nasz start - nasz start spod choinki, z dziecinnego pokoju, z dziecinnych uczuć, z ramion matczynych, z zaczarowanego świata lalek i misiów, obrazkowych książeczek – z kręgu dobroci i miłości, którą jedynie widzieliśmy wtedy wszędzie, tym więcej i tym silniej, im więcej nas naprawdę otaczała.

      Oto dzień jedyny w roku, dzień wyczarowany choinką, kolędą, radością dziecka. Dałby on nam może więcej, dałby coś, co by jaskrawiej zostało – ale cóż… nie ma na to czasu…Trzeba wracać przecież do normalnego życia i gości witać i domem się zajmować i po krótkich dniach świąt do pracy normalnej powracać, do wszystkich kłopotów, i zwykłych zmartwień, zwykłych blasków, zwykłych, jednakich godzin.

     To jest taki coroczny benefis dobra, którego pokład, choćby najcieńszy, leży w każdym z nas, głęboko schowany, z trudem ocalany w walce codziennej – w codziennej rzeczywistości. Taki coroczny benefis wzruszeń innych, niż wszystkie inne i myśli innych, i wrażeń najgłębszych – benefis naszego dzieciństwa, naszego startu do życia…

       Po przeżyciu jego – wracamy do normalnego widowiska, w którym jesteśmy szarymi aktorami…

      Ale wiemy tylko jedno: że to my, naprawdę my byliśmy „tam” i „to”, naprawdę „to” właśnie stamtąd zabraliśmy i ukryliśmy skwapliwie na dnie naszej świadomości, by tam było...

       Wrócimy do tego skarbu – za rok, o ile gdzieś w jakimś lesie rośnie to drzewko, które przeznaczył los dla naszych oczu na przyszłą Wigilię.

 

Witold Zechenter

 

 

Nasze Asy – Reklamujemy – Nasze Asy – Polecamy – Nasze Asy – Rekomendujemy – Nasze Asy