Get Adobe Flash player

Wybrane strony przedwojennego tygodnika - As - Nr 28 z 10 lipca 1938 r. / rok I6

Dzisiaj jest: 17 Lipiec 2018    |    Imieniny obchodzą: Aneta, Bogdan, Aleksy

Zobacz zdjęcia w Fotoplastykonie KL30

ITD - I TYLKO DOBRE

 As - Nr 28/1938 r./rok IV

 

Było... nie minęło...

  CP by casino

     Największy nawet człowiek wyrasta z małego dziecka. Marszałek Piłsudski był też kiedyś małym chłopcem, na którego wołano: Ziuk. Naturalnie, nikt wówczas nie przypuszczał, że wyrośnie z niego odnowiciel polskiej wolności, najpierwszy obywatel Ojczyzny i jej wódz. Był sobie taki mały, czupurny Ziuk i już. Jak wszyscy chłopcy, uczył się najpierw w domu, na wsi.

       Wieś nazywała się Żułów i leżała w tej części Polski, którą nazywamy Wileńszczyzną. Należała do jego ojca, również Józefa, czcigodnego człowieka, chlubiącego się uczestnictwem w powstaniu w roku 1863. Piękna to była miejscowość, ten Żułów. Położony nad rzeką Maną wśród pięknych lasów i pól, był typowym dworem polskim, cichym, spokojnym, uroczym.

        Mały Ziuk biegał jak młody źrebak i rósł jak prawdziwy dębczak: zdrowo i wysoko. Matka, pani Maria, miała z nim niekiedy dużo utrapienia, jak to zwykle bywa z takimi żywymi chłopcami.

Lata swobody i beztroski skończyły się jednak prędko. Pewnego dnia ojciec oświadczył krótko:

- Ziuk musi pójść do szkoły.

     A trzeba pamiętać, że dawniej szkoła była moskiewska, chłopcom nie wolno było mówić po polsku, zmuszano ich do używania mowy obcej, niezrozumiałej i nienawistnej. Nic też dziwnego, że dzień oddania dziecka do szkoły nie był wówczas, jak to jest teraz – dniem radości, lecz smutku. Nic też dziwnego, że na samą wiadomość o postanowieniu ojca, matka przytuliła mocno Ziuka, jak gdyby go chciała obronić przed tą okrutną szkołą, gdzie młody Polak był szykanowany, gdzie deptano jego godność narodową i godność człowieka.

Nie było jednak innej rady, - Ziuk musiał skończyć gimnazjum, aby móc później kształcić się dalej i zostać lekarzem, o czym stary pan Piłsudski marzył.

       Był to właśnie rok 1877, gdy zamknęły się za nim drzwi klasy pierwszej gimnazjum wileńskiego.

    Ciężko wówczas  było w Polsce. Moskal, zgniótłszy krwawo niedawno powstanie, panoszył się na naszej ziemi, nadsłuchując pilnie każdego żywszego słowa polskiego, aby natychmiast je zdusić. Życie polskie zamknęło się jak w twierdzach, w domach prywatnych, do których dostępu obcy nigdy uzyskać nie potrafił.

Ziuk był mały, ale już wówczas pod wpływem słów matki, wielkiej patriotki, budzącej w sercach swych dzieci już od najwcześniejszych lat miłość do biednej, uciśnionej Ojczyzny, począł odczuwać nienawiść do zaborcy i marzył o orężnej z nim rozprawie.

W gimnazjum rosyjskim trzeba było mówić od razu po rosyjsku, a tu Ziuk, znając wprawdzie już język francuski, rosyjskiego nie znał. Zaczęła się prawdziwa bieda. Biedny chłopiec kaleczył sobie język, a robił to tym niechętnie, że ruszczyzna była u Polaków pogardzie, traktowano ją jako coś obrzydliwego. Nieznośnego. Ziuk był jednak, zdolny, trudności językowe pokonał prędko, a raz pokonawszy – przełamał trudności w nauce.

     W tym samym czasie uczęszczał do gimnazjum jego starszy brat, Bronisław, który później, jako student uniwersytetu, został skazany przez sąd moskiewski za udział w ruchu politycznym na piętnaście lat katorgi, czyli ciężkich robót. Już jako dorosły mężczyzna, opowiadał Józef Piłsudski, że Bronisław był wzorem pilności i pracowitości. Ziuk podziwiał go za wielką rozumność i kochał mocno, ale nie zawsze naśladował… Zacietrzewiony w niechęci i nawet nienawiści do szkoły moskiewskiej, przenosił tę niechęć i do książek, przemawiających do niego językiem wrogów. Ratowały go jednak wielkie zdolności, łatwość przyswajania sobie wiadomości, doskonała pamięć i niebywałe wprost szczęście. Na ogół jednak postępy w nauce robił dobre i jego dziennik nie widywał „dwój” ani „pałek”.

      Dla młodego gimnazjalisty największym zdarzeniem w roku są, naturalnie, wakacje. W tym świat się mało zmienia. Tak jest i teraz i tak było w latach młodości dzisiejszego Pierwszego Marszałka Polski. Spędzał je Ziuk zwykle na wsi. Czasem w Żułowie, czasem zaś na Żmudzi, gdzie rodzice posiadali drugi majątek, Tenenie. Odwiedzał wówczas zawsze pana Tomasza Billewicza, swego dziadka ze strony matki, dostojnego starca, będącego seniorem licznych rodów Piłsudskich i Billewiczów, spowinowaconych z sobą licznymi węzami pokrewieństwa.

     Na wakacjach czas biegł, jak z bicza strzelił. Koń i strzelba, najmilsze rozrywki, nie odstępowały młodego Piłsudskiego. Widmo carskiej szkoły odsuwało się na dalszy ledwie widoczny plan, życie nabierało barw i wesela. Beztroskie spędzenie paru tygodni pozwalało zebrać siły do dalszej walki o własną duszę, po którą nauczyciel – wróg wyciągał ręce.

      Lata biegły. Rok po roku Ziuk przechodził z klasy do klasy, nigdzie nie „zimując”. Rok po roku przynosił do domu cenzury, na których wprawdzie nie roiło się od piątek, ale na których dwójek nie było zupełnie, a i trójek też nie za wiele. Nadszedł wreszcie rok 1885, rok matury.

     Wiadomo, co to jest matura. Ciężki i trudny egzamin, do którego trzeba pracowicie i starannie przygotować się przez długie miesiące. Z próby tej wyszedł osiemnastoletni Józef Piłsudski zwycięsko. Uzyskał świadectwo dojrzałości, czym otworzył sobie drogę do dalszych oficjalnych, na uniwersytecie, i osobistych studiów. Niestety, tego radosnego dnia nie doczekała Jego ukochana matka.

 

Kpt. Mieczysław B. Lepecki

Adiutant Marszałka Józefa Piłsudskiego

 

Nasze Asy – Reklamujemy – Nasze Asy – Polecamy – Nasze Asy – Rekomendujemy – Nasze Asy